„Walczę” … To jedno słowo pada w jeździectwie zaskakująco często.

Walczę z koniem, bo dziś mnie nie słucha. Walczę na treningu, bo nic nie wychodzi. Walczę ze swoim strachem. Walczę o lepszy dosiad. Walczę, żeby się nie spiąć. Walczę, żeby koń w końcu przestał się płoszyć.

Najczęściej wypowiadamy je zupełnie automatycznie, jak niewinny skrót mający opisać trudność, wysiłek albo frustrację. Tymczasem język, którego używamy, bardzo rzadko pozostaje obojętny dla naszego układu nerwowego. Na lekcjach psychologii nauczycielka wspominała, że słowa tworzą ramę interpretacyjną doświadczenia. To, jak o czymś mówimy, wpływa na to, jak to widzimy, jak to przeżywamy i jak reaguje nasze ciało. Metafora nie jest tylko ozdobą wypowiedzi. Jest sposobem porządkowania rzeczywistości.

Słowo „walczę” niesie ze sobą bardzo konkretny obraz: istnieje przeciwnik, istnieje opór, istnieje zagrożenie i istnieje potrzeba wygranej. W takim ujęciu nie ma miejsca na ciekawość, obserwację czy słuchanie subtelnych sygnałów. Jest mobilizacja. Trzeba się przygotować, trzeba przejąć kontrolę, trzeba pokonać trudność.

Organizm doskonale zna ten mechanizm. Jeśli sytuacja zostaje przez nas odczytana jako walkę, autonomiczny układ nerwowy zaczyna zwiększać gotowość do działania. Oddech przyspiesza lub robi się płytszy, wzrasta napięcie mięśniowe, zawęża się pole uwagi, rośnie potrzeba kontrolowania otoczenia. To klasyczne elementy reakcji fight or flight (walcz lub uciekaj), czyli biologicznego trybu mobilizacji uruchamianego wtedy, gdy ciało uznaje, że trzeba sobie poradzić z zagrożeniem.

Ta mobilizacja nie zostaje wyłącznie w głowie. Ona bardzo szybko staje się widoczna w całej sylwetce człowieka. Barki idą wyżej, dłonie twardnieją, brzuch się usztywnia, miednica przestaje miękko podążać za ruchem. Często zmienia się nawet twarz. Zaciśnięta żuchwa, ściśnięte usta, napięte policzki, zmarszczone czoło … wystarczy spojrzeć na wielu jeźdźców w trudniejszym momencie treningu, żeby zobaczyć, że oni naprawdę nie jadą w porozumieniu. Oni jadą w konfrontacji. Ich ciało wygląda tak, jakby próbowało siłą przepchnąć sytuację do przodu.

pegaz fizjoterapia koni webinar

Projekt #CiałuMiłe dla jeźdźca

Pakiet: Warsztat CiałuMiłe dla jeźdźca i Wykład „Tajemnica Układu Nerwowego”

Te warsztaty to praca ze sobą, aby z czasem stworzyć przestrzeń na możliwość lepszego kontaktu z koniem. W pakiecie nagranie wykłądu dzięki którem zrozumiesz dlaczego „tak się dzieje”. 

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które rzadko sobie zadajemy:

Co w tym czasie czuje koń?

Koń nie słyszy naszego wewnętrznego monologu i słowa „walczę”, ale bardzo dokładnie odbiera fizjologię człowieka. Odczuwa sztywność dosiadu, twardszą rękę, nieregularność oddechu, szybsze impulsy, większą ilość mikronapięć. Dla zwierzęcia stadnego takie zmiany nie są bezznaczeniowym detalem. Ssaki bezustannie skanują otoczenie w poszukiwaniu sygnałów bezpieczeństwa lub niepokoju. Nasz organizm staje się dla konia częścią tego otoczenia.

Jeżeli więc człowiek zaczyna funkcjonować z poziomu walki, koń nie dostaje jedynie poleceń treningowych. Dostaje także informację, że partner nad nim jest pobudzony, usztywniony i gotowy do obrony. To może zwiększać czujność, napięcie i niepewność również po końskiej stronie. Zamiast wzajemnego uspokojenia bardzo łatwo pojawia się wzajemne nakręcanie.

Wtedy tworzy się znany wielu osobom scenariusz. Koń zaczyna przyspieszać, usztywniać się, rozpraszać albo reagować bardziej impulsywnie. Jeździec odbiera to jako brak posłuszeństwa, więc jeszcze mocniej pilnuje, poprawia i kontroluje. Im bardziej czuje, że musi walczyć, tym mniej zostaje w jego ciele płynności. Im mniej płynności, tym trudniej koniowi znaleźć przy człowieku stabilność. Oboje wchodzą w spiralę napięcia, choć każdemu wydaje się, że problem leży po tej drugiej stronie.

Podobny mechanizm działa wtedy, gdy człowiek mówi, że walczy ze swoim strachem.

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak determinacja i chęć poradzenia sobie z trudnością. W praktyce bardzo często oznacza to, że organizm wysyła sygnał „boję się”, a umysł odpowiada „nie wolno mi się bać, muszę to pokonać”. Lęk sam w sobie jest już stanem pobudzenia. Kiedy dokładamy do niego presję, żeby natychmiast przestać go czuć, napięcie rośnie jeszcze bardziej. Człowiek nie tylko doświadcza strachu, ale dodatkowo usztywnia się przeciwko temu strachowi.

To dlatego tyle osób ma poczucie, że próbuje się rozluźnić, a im bardziej próbuje, tym bardziej wszystko w ciele staje się twarde. Rozluźnienie nie pojawia się z rozkazu. Układ nerwowy potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, a nie kolejnego polecenia bojowego!

Kiedy czytałam o zespole stresu pourazowego (PTSD) pod kontem terapii czaszkowo – krzyżowej dowiedziałam się że język walki wzmacnia narrację. Człowiek pozostaje wtedy mentalnie w pozycji, w której coś trzeba pokonać, zamiast przejść do pozycji obserwacji, uczenia się i stopniowej adaptacji.

W jeździectwie ma to szczególne znaczenie, ponieważ tutaj nie pracujemy z drugim człowiekiem a ze zwierzęciem. To żywy organizm, który nieustannie reaguje na jakość naszej obecności a mniej rozumiejący sens wypowiadanych do niego słów. Koń czuje nie tylko to, co robimy ręką czy łydką. Koń czuje również, czy człowiek jest zmobilizowany czy nie.

W stanie walki można dopilnować wiele rzeczy siłą i kontrolą, ale bardzo trudno budować subtelną komunikację. Trudno usłyszeć drobny sygnał, trudno wyczuć zmianę napięcia pod dłonią, trudno zauważyć moment, w którym koń zaczyna się gubić albo szuka wsparcia. Gdy ciało człowieka jest zajęte bronieniem się, jego percepcja staje się węższa.

Być może właśnie dlatego tak wiele osób wraca z treningu nie tylko zmęczonych fizycznie, ale wręcz wewnętrznie wyczerpanych. Problemem nie zawsze jest samo ćwiczenie, nie zawsze jest nim koń i nie zawsze jest nim brak umiejętności. Czasem największy koszt tworzy to, że od pierwszej minuty wchodzimy w relację z nastawieniem na przepychanie, pokonywanie i pilnowanie, a nasze ciało przez cały ten czas utrzymuje stan gotowości bojowej.

Im dłużej funkcjonujemy w takim schemacie, tym mniej zostaje miejsca na coś, co jest fundamentem prawdziwego czucia na zauważenie własnego oddechu, miękkości twarzy, swobody żuchwy, ciężaru miednicy, jakości dotyku i subtelnych zmian zachodzących w drugim organizmie.

A przecież właśnie od tego zaczyna się każda dobra relacja z ciałem. Najpierw trzeba umieć zauważyć, kiedy samemu wchodzi się w napięcie. Dopiero potem można świadomie szukać drogi do większego spokoju, większej miękkości i większej obecności. To dotyczy zarówno człowieka siedzącego w siodle, jak i właściciela stojącego obok konia z dłonią na jego szyi. Jeśli nie czujemy własnego ciała, bardzo trudno naprawdę poczuć ciało drugiego.

Może więc następnym razem, kiedy pojawi się w głowie myśl „znów walczę”, warto potraktować ją nie jak opis sytuacji, ale jak sygnał ostrzegawczy. Być może to właśnie ten moment, w którym układ nerwowy przestaje słuchać, a zaczyna się bronić. A kiedy ciało się broni, relacja z koniem niemal zawsze staje się trudniejsza….. Czasem więc największa zmiana w pracy z koniem nie zaczyna się od kolejnego ćwiczenia, ale od nauczenia się większego spokoju, czucia i obecności we własnym ciele.

pegaz fizjoterapia koni webinar

Projekt #CiałuMiłe dla jeźdźca

Pakiet: Warsztat CiałuMiłe dla jeźdźca i Wykład „Tajemnica Układu Nerwowego”

Te warsztaty to praca ze sobą, aby z czasem stworzyć przestrzeń na możliwość lepszego kontaktu z koniem. W pakiecie nagranie wykłądu dzięki którem zrozumiesz dlaczego „tak się dzieje”. 

Jeśli podczas czytania tego tekstu pojawiła Ci się myśl, że w wielu sytuacjach również wchodzisz z koniem w napięcie zamiast w czucie, to wiedz, że nie musi tak zostać.

Dlatego chcę Ci przedstawić Projekt #CiałuMiłe.

CiałuMiłe powstało właśnie po to, aby pomóc lepiej zrozumieć, co dzieje się w układzie nerwowym człowieka i konia, nauczyć się zauważać własne reakcje stresowe oraz stopniowo budować więcej spokoju, miękkości i świadomej obecności w relacji.

To połączenie wiedzy o działaniu układu nerwowego, praktycznej pracy z własnym ciałem oraz ćwiczeń przy koniu, które uczą delikatniejszego dotyku, większego czucia i bardziej uważnego kontaktu.

Zmiana w relacji z koniem bardzo często nie zaczyna się od mocniejszego działania a właśnie od większej świadomości i pracy nad sobą.